Karoline
podjechała swoim fordem pod wielką rezydencję Mikelsonów. Jeśli Klaus był w
domu musiał ją usłyszeć. I tak się stało. Nawet nie wyszła z samochodu, a on
już był w drzwiach. Patrzył na nią lekko zdziwiony jednak z uśmiechem zaprosił
ją do środka gestem dłoni. Oczy utkwił w twarzy swojego gościa.
- Czyżby Rebekah
przekazała ci informację, że chcę cie odwiedzić? – Klaus powiedział z lekkim
uśmiechem.
- Jakbyś zgadł.
– chciała to powiedzieć z całym jadem jaki miała w sobie ale poczuła jak jej
się zaciska gardło – Em, twoja siostra jednak nie powiedziała o co chodzi.
- Chodzi o
pożegnanie, jutro wyjeżdżam, może chciałabyś wyjechać ze mną. Jadę na 2
tygodnie do Berlina, muszę załatwić kilka starych spraw ale też będę mieć dużo
wolnego czasu, więc… - powiedział z lekką nadzieją w głosie, lecz lekko zrezygnowany
jakby już znał odpowiedź.
- Nigdzie z
tobą nie pojadę!! Zwariowałeś? Najpierw chcesz nas wszystkich pozabijać, przy
niektórych wręcz ci to wyszło, a teraz chcesz mnie wziąć na wycieczkę do Europy?!
Jesteś chory! – teraz nie wytrzymała. Wykrzyczała wszystko o czym myślała za każdym
razem gdy słyszała jego imię. Krzycząc wybiegła z jego wielkiego salonu chcą
być jak najdalej od niego. Już była 2 metry od samochodu gdy zobaczyła przed
sobą hybrydę.
- Czekaj
Kochana. Pozwól mi się wytłumacz…
- Nie!! Nie będziesz
się tłumaczyć. Nie ma żadnego wytłumaczenia dla ciebie. Zachowałeś się
strasznie. Przecież mnie też mogłeś zabić i bez mrugnięcia okiem zabiłeś Jennę,
tak samo jak zabiłeś Elenę, tylko dzięki jej ojcu przeżyła! Pozbawiłeś ją
wszystkich bliskich! Jesteś potworem. Największym z nas wszystkich. My się
bronimy. Ty nas zawsze atakujesz. A teraz chcesz się tłumaczyć. Chcesz… nawet
nie wiem czego ty do cholery naprawdę chcesz! – jej nerwy nie wytrzymały i się popłakała.
Klaus na nią popatrzył takim wzrokiem jakiego jeszcze nikt u niego nie widział.
On szczerze żałował. Chciał ją przytulić, pocałować, ale się bał. Wiedział że
ona go odtrąci. Przecież dopiero mu powiedziała, że jest dla niej nikim.
Przytulił ją…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz