piątek, 25 października 2013

14 rozdział



*Klaus*
Zawsze lubiłem Berlin. Zwłaszcza nocą. Szkoda tylko że Caroline nie chciała ze mną przyjechać. Z nią było by dużo ciekawiej, ba, może nawet bym ją do siebie przekonał. No ale przecież nie będę jej zmuszać. Obiecałem to sobie. Mam ją przekonać do siebie. Chciałbym żeby mnie pokochała. No ale cóż, jej nie ma a ja mam wolny wieczór, hmmmm, już wiem. Właśnie zauważyłem dość ładną blondynkę, przypominała mi moją małą wampirzycę ale miała trochę za krótkie włosy, zbyt wydatne usta i była ubrana bardzo wyzywająco.
- Witaj piękna. – Powiedziałem płynnym niemieckim, do tego dorzuciłem mój delikatny uśmiech. Lubię podrywać dziewczyny. Dużo przyjemniej jest wiedzieć, że im się podobam a nie że robię co chcę bo je zmuszam.
- Cześć, potrzebujesz czegoś? – Pyta dziewczyna. Widać że jest zdziwiona tym że zagadałem.
- Potrzebuję rozrywki. – Staram się podtrzymywać kontakt wzrokowy, mam świadomość, że zwłaszcza młode kobiety doceniają moje mocno niebieskie oczy. – Czy nie chciałabyś mi w tym pomóc? Dzisiaj przyleciałem ze Stanów, mojej siostry jeszcze nie ma – teatralnie wywracam oczami – nie chciałabyś spędzić wieczoru ze mną? – Dziewczyna już w ciężkim szoku patrzy na mnie.
- Dlaczego ja? Chcesz mnie skrzywdzić?
- Oj ślicznotko, trochę wiary w siebie. Jesteś ładną młodą kobietą i w tej chwili nie masz towarzystwa, ja też jestem niczego sobie facetem i chciałbym się fajnie zabawić. Proszę weź mnie tam gdzie się wybierasz i pozwól umilić sobie wieczór.
- Idę do największego klubu Berlina. Jest tam masa ochrony i wszyscy moi znajomi.
- Mała, przecież cię nie zgwałcę. Prowadź więc do tego klubu. Ja nie mam pojęcia gdzie on jest.
- Przy okazji, jestem Nicole.
- Klaus. Miło mi.
Tak więc razem z Nicole ruszyliśmy do jak się okazało naprawdę wielkiego klubu. Okazało się że moja mała ma wielu przyjaciół. Nawet mi to pasowało. Było mnóstwo pięknych kobiet choć raczej mało z nich było prawdziwymi Niemkami. Ale co tam, tańczyłem z przynajmniej połową jej przyjaciółek. Widać że była zazdrosna. Czemu z tymi dziewczynami idzie mi tak łatwo, a Caroline mnie nie chce. Przyłapałem się, że znów o niej myślę. Wypiłem już przynajmniej jedną butelkę wódki. Ale nadal nie byłem pijany. Czasem to jest irytujące, wszyscy wokół są już pijani i nad sobą nie panują, a ja dalej trzeźwy. No cóż. Uroki bycia wampirem. Amara piła tylko trochę mniej ode mnie i też dobrze się trzymała. Chyba nawet trochę za dobrze…

wtorek, 22 października 2013

13 rozdział



Całą drogę jechałam bardzo wolno. W sumie w ogóle nie powinnam jechać. Oczy mi łzawiły mimo, że nie pozwalałam sobie płakać. Cały czas widziałam jak przez mgłę
- Jaka ja jestem głupia – mruczę do siebie pod nosem – jak nie jeden to drugi, a teraz obaj na raz. To chore. Czemu ja… Nie mogli się zakochać w jakiej innej, to by mi było na rękę. – Z takimi ponurymi myślami podjechałam pod dom, zaparkowałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Tak cholernie bym chciała żeby Jenna teraz wyszła na ganek i mnie przytuliła i zaczęła opowiadać jak jej z też się nie układało z facetami… Ale czekał na mnie Jeremi. Musiałam mu wszystko wyjaśnić, byłam pewna że zrozumie ale nie chciałam jeszcze raz tego mówić. Jednak z ciężkim żołądkiem powiedziałam wszystko to co Salvatorom. I upomniałam żeby nigdy nie zapominał o herbacie z werbeny. Po czym zadzwoniliśmy po prawnika z którego usług korzystali nasi rodzice, żeby sporządzić pisma przepisujące dom na mojego brata. Na szczęście poszło to dość sprawnie i po godzinie dom na leżał do Jeremiego. Nie mogąc już opanować emocji weszłam do kuchni, szybko zrobiłam sobie gorącą czekoladę i uciekłam do góry do mojego pokoju. Już automatycznie sięgnęłam po pamiętnik i długopis. Już rozsiadłam się na łóżku i kubek postawiłam na szafce nocnej żeby się nie poparzyć.
„Drogi pamiętniku. Dziś…” łzy zaczęły mi spadać na kartkę papieru, wiedziałam że tusz zostawia czarne smugi na moich policzkach ale było mi wszystko jedno. „Stefan mnie zawiódł…”. Nie wiem co dalej napisać. Wstydziłam się tego do czego doszło między mną i Damonem, chciałam o tym zapomnieć, a nie utrwalać to na papierze. „Całowałam Damona” co jeszcze napisać? „Jestem całkowicie sama”. Tylko skończyłam to pisać i łzy mi już całkiem zasłoniły świat. Już niczego nie pamiętałam. Jedyne czego chciałam to snu. Miałam nadzieję, że gdy się obudzę Stefan będzie ze mną, Damon stwierdzi, że Mystic Falls nie jest dla niego i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Ale sen oczywiście nie chciał przyjść. Było mi duszno. Podeszłam do okna i je otworzyłam tak szeroko jak tylko mogłam. Przysiadłam na parapecie i głęboko oddychałam. Teraz przypomniałam sobie o czekającej na mnie czekoladzie.
- Jasne, jestem jak najgorsza stara panna i desperatka. Straciłam faceta i więc reaguję słodyczami. – Krytykuję sama siebie. Praktycznie w trzech łykach wypiłam jeszcze ciepłą czekoladę. Odstawiłam pusty kubek na i tak zawalone niepotrzebnymi rzeczami biurko. Położyłam się na miękkim łóżku z zamkniętymi oczami.

poniedziałek, 21 października 2013

12 rozdział

Całą drogę do ich posiadłości jechałam za Damonem. Nie wiem co teraz z tego wyjdzie. Wiem już na pewno że straszy brat na pewno nie zostawi mnie i Stefana samego. Byłam na granicy łez gdy podjechałam pod ich posiadłość.
Nim ja zaparkowałam Damon już wszedł do domu trzaskając głośno drzwiami. Był wściekły. Gdy ja wchodziłam do środka od sobie nalewał pełną szklankę Burbona. Spojrzał na mnie zaciętym wzrokiem i zanim ja w ogóle o czym pomyślałam usłyszałam krzyk wampira:
- Stefanie nasza kochana Elena przyjechała właśnie cie porzucić dokładnie 10 minut po tym jak ze mną się prawie pieprzyła! – Skończył już zwykłym tonem bo Stefan już był na dole. Patrzył zdezorientowany to na mnie to na swojego brata. – No już Eleno – powiedział Damon – mów to co chciałaś mu powiedzieć od tych miesięcy gdy zaczęłaś się we mnie zakochiwać.
- Skończ! Sam stwierdziłeś ja mam powiedzieć! – krzyknęłam choć wiedziałam że nie zrobi to na nim większego wrażenia. – Stefan tu nie chodzi o twojego brata tylko o nas. Od kilku miesięcy się miedzy nami psuje i nie mów że nie. Bo to by było najgorsze kłamstwo. Jesteś gdzieś obok ale nie jesteś ze mną. A jeszcze dzisiaj przy Klausie. Ty nie zareagowałeś, to Damon mnie ocalił. To prawda coś zaczynałam do niego czuć i to prawda, że dzisiaj się z nim całowałam, ale on nawet pół godziny nie wytrzymał zachowując się normalnie dlatego kończę ten chory trójkąt. Nie będę z żadnym z was. Będę sama i mam nadzieję ze będę szczęśliwa. Chcę żeby jedynym wampirem w moim życiu była Caroline. A niech i ona sobie choć trochę odpuści. Ja potrzebuje nudy i zwyczajności. Dopóki nie ma pierwotnego. Muszę być sama a wy nawet nie myślcie o tym żeby do mnie przychodzić. Dom przepiszę na Jeremiego i powiem mu żeby was nie zapraszał, dodatkowo sama przypilnuję żeby pił werbenę.

piątek, 18 października 2013

11 rozdział



- Damon, sama mu to powiem, proszę, wyjdź gdzieś, choćby do Grilla, nie chcę żeby to była sprawa między wami…
- Eleno, ale to jest sprawa między naszą 3… Z resztą jeśli chodzi o kobiety zawsze chodziło o 3… To strasznie irytujące, ale spoko, mamy doświadczenie.
- Nie jestem pewna czy dobrze wam to zrobi… Skarbie, proszę, daj mi to zrobić jak ja chce. – Damon spuścił głowę i popatrzył na mnie spod jego długich rzęs. – To na mnie nie działa… Nie odpuszczę. Ja sama z nim porozmawiam.
- Dobrze. Ale ja się nie wybieram do Grilla ani nigdzie… Odwiozę cię, ty pójdziesz do mojego braciszka, a ja grzecznie poczekam w samochodzie.
- Mi pasuje – i szybko pocałowałam go w usta żeby już nie mógł się targować. Razem z Damonem zeszłam na dół, rzuciłam Jeremiemu  przez ramię że jadę do Salvatorów i nie wiem kiedy wrócę. I wszystko było by idealnie gdyby nie to że mój braciszek się odwrócił.
- Co Damon tu robi? – Zapytał na serio zdziwiony.
- Spokojnie, jest ok, nawet bardzo ok. Właśnie jadę zerwać ze Stefanem.
- I co, i od razu 2 brat? Nie sądziłem, że z mojej siostry taka zdzira… - Nagle Jeremi zawisł w powietrzu. Za gardło trzymał go Damon.
-PUŚĆ GO DO CHOLERY! – Jeremi upadł na gardło masując gardło. – Co jest z tobą nie tak?! Już myślałam że jesteś w porządku, myślałam że się zmieniłeś… Ale ty się wcale nie zmieniłeś… Za nic w świecie z tobą nie będę… Gdybyś mnie kochał to byś się tak nie zachowywał. Wypad z mojego domu!
- Czyli co, zostajesz ze Stefanem bo on pozwala żebyś była obrażana…. Wiesz co, jesteś chora…
- Nie będę z Stefanem, ale z tobą też nie. Koniec tego chorego trójkąta… Róbcie co chcecie ale ode mnie się odwalcie…. Nie chcę takiego związku… Po co?! – Czekałam aż Salvatore wyjdzie. On ciągle tylko patrzył na mnie i nie ruszał się z miejsca. Nagle nie wytrzymałam –WYJDŹ!
Jeszcze ze 2 razy zamrugał po czym wyszedł. Ja wyszłam za nim.
- Idziesz ze mną? – Spytał z widoczną w jego rysach twarzy nadzieją.
- Nie. Jadę do Stefana swoim samochodem. Nie chcę na ciebie patrzeć. Chciałeś zabić Jeremiego! – Powiedziałam odwracając się od niego. To nie było zbyt mądre. Porządnie wkurzyć wampira który ma problemy z agresją, a później się jeszcze od niego odwracać.
- Eleno, przecież nie zrobiłbym mu krzywdy, chciałem mu dać tylko nauczkę.
- Tylko że to człowiek… Jego dziesięć razy łatwiej zabić niż wampira. Pomyśl…. Naprawdę chciałeś żebym po prostu straciła kolejną bliską osobę…
- To nie tak. Mam wyczucie. – Podszedł do mnie i złapał mnie bardzo delikatnie za ramiona. – Kochanie jesteś dla mnie najważniejsza. Powinnaś wiedzieć, że nie pozwolę abyś cierpiała. – Trzymał mnie naprawdę delikatnie, przez sweter praktycznie nie czułam jego dłoni. Bez problemu się od niego odsunęłam i popatrzyłam prosto w błękitne oczy.
- Damon ja nie wiem co ty chciałeś, a czego nie chciałeś. Wiem co byłeś w stanie zrobić. Przecież to moja jedyna rodzina. Ja potrzebuję odpoczynku od ciebie i od Stefana. A teraz bardzo cię proszę ale przepuść mnie do samochodu. Musze porozmawiać z twoim bratem.