*Klaus*
Zawsze lubiłem Berlin. Zwłaszcza nocą. Szkoda tylko
że Caroline nie chciała ze mną przyjechać. Z nią było by dużo ciekawiej, ba,
może nawet bym ją do siebie przekonał. No ale przecież nie będę jej zmuszać. Obiecałem
to sobie. Mam ją przekonać do siebie. Chciałbym żeby mnie pokochała. No ale
cóż, jej nie ma a ja mam wolny wieczór, hmmmm, już wiem. Właśnie zauważyłem
dość ładną blondynkę, przypominała mi moją małą wampirzycę ale miała trochę za krótkie
włosy, zbyt wydatne usta i była ubrana bardzo wyzywająco.
- Witaj piękna. – Powiedziałem płynnym niemieckim,
do tego dorzuciłem mój delikatny uśmiech. Lubię podrywać dziewczyny. Dużo przyjemniej
jest wiedzieć, że im się podobam a nie że robię co chcę bo je zmuszam.
- Cześć, potrzebujesz czegoś? – Pyta dziewczyna. Widać
że jest zdziwiona tym że zagadałem.
- Potrzebuję rozrywki. – Staram się podtrzymywać
kontakt wzrokowy, mam świadomość, że zwłaszcza młode kobiety doceniają moje
mocno niebieskie oczy. – Czy nie chciałabyś mi w tym pomóc? Dzisiaj przyleciałem
ze Stanów, mojej siostry jeszcze nie ma – teatralnie wywracam oczami – nie chciałabyś
spędzić wieczoru ze mną? – Dziewczyna już w ciężkim szoku patrzy na mnie.
- Dlaczego ja? Chcesz mnie skrzywdzić?
- Oj ślicznotko, trochę wiary w siebie. Jesteś ładną
młodą kobietą i w tej chwili nie masz towarzystwa, ja też jestem niczego sobie
facetem i chciałbym się fajnie zabawić. Proszę weź mnie tam gdzie się wybierasz
i pozwól umilić sobie wieczór.
- Idę do największego klubu Berlina. Jest tam masa
ochrony i wszyscy moi znajomi.
- Mała, przecież cię nie zgwałcę. Prowadź więc do
tego klubu. Ja nie mam pojęcia gdzie on jest.
- Przy okazji, jestem Nicole.
- Klaus. Miło mi.
Tak więc razem z Nicole ruszyliśmy do jak się
okazało naprawdę wielkiego klubu. Okazało się że moja mała ma wielu przyjaciół.
Nawet mi to pasowało. Było mnóstwo pięknych kobiet choć raczej mało z nich było
prawdziwymi Niemkami. Ale co tam, tańczyłem z przynajmniej połową jej
przyjaciółek. Widać że była zazdrosna. Czemu z tymi dziewczynami idzie mi tak
łatwo, a Caroline mnie nie chce. Przyłapałem się, że znów o niej myślę. Wypiłem
już przynajmniej jedną butelkę wódki. Ale nadal nie byłem pijany. Czasem to
jest irytujące, wszyscy wokół są już pijani i nad sobą nie panują, a ja dalej
trzeźwy. No cóż. Uroki bycia wampirem. Amara piła tylko trochę mniej ode mnie i
też dobrze się trzymała. Chyba nawet trochę za dobrze…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz