piątek, 18 października 2013

11 rozdział



- Damon, sama mu to powiem, proszę, wyjdź gdzieś, choćby do Grilla, nie chcę żeby to była sprawa między wami…
- Eleno, ale to jest sprawa między naszą 3… Z resztą jeśli chodzi o kobiety zawsze chodziło o 3… To strasznie irytujące, ale spoko, mamy doświadczenie.
- Nie jestem pewna czy dobrze wam to zrobi… Skarbie, proszę, daj mi to zrobić jak ja chce. – Damon spuścił głowę i popatrzył na mnie spod jego długich rzęs. – To na mnie nie działa… Nie odpuszczę. Ja sama z nim porozmawiam.
- Dobrze. Ale ja się nie wybieram do Grilla ani nigdzie… Odwiozę cię, ty pójdziesz do mojego braciszka, a ja grzecznie poczekam w samochodzie.
- Mi pasuje – i szybko pocałowałam go w usta żeby już nie mógł się targować. Razem z Damonem zeszłam na dół, rzuciłam Jeremiemu  przez ramię że jadę do Salvatorów i nie wiem kiedy wrócę. I wszystko było by idealnie gdyby nie to że mój braciszek się odwrócił.
- Co Damon tu robi? – Zapytał na serio zdziwiony.
- Spokojnie, jest ok, nawet bardzo ok. Właśnie jadę zerwać ze Stefanem.
- I co, i od razu 2 brat? Nie sądziłem, że z mojej siostry taka zdzira… - Nagle Jeremi zawisł w powietrzu. Za gardło trzymał go Damon.
-PUŚĆ GO DO CHOLERY! – Jeremi upadł na gardło masując gardło. – Co jest z tobą nie tak?! Już myślałam że jesteś w porządku, myślałam że się zmieniłeś… Ale ty się wcale nie zmieniłeś… Za nic w świecie z tobą nie będę… Gdybyś mnie kochał to byś się tak nie zachowywał. Wypad z mojego domu!
- Czyli co, zostajesz ze Stefanem bo on pozwala żebyś była obrażana…. Wiesz co, jesteś chora…
- Nie będę z Stefanem, ale z tobą też nie. Koniec tego chorego trójkąta… Róbcie co chcecie ale ode mnie się odwalcie…. Nie chcę takiego związku… Po co?! – Czekałam aż Salvatore wyjdzie. On ciągle tylko patrzył na mnie i nie ruszał się z miejsca. Nagle nie wytrzymałam –WYJDŹ!
Jeszcze ze 2 razy zamrugał po czym wyszedł. Ja wyszłam za nim.
- Idziesz ze mną? – Spytał z widoczną w jego rysach twarzy nadzieją.
- Nie. Jadę do Stefana swoim samochodem. Nie chcę na ciebie patrzeć. Chciałeś zabić Jeremiego! – Powiedziałam odwracając się od niego. To nie było zbyt mądre. Porządnie wkurzyć wampira który ma problemy z agresją, a później się jeszcze od niego odwracać.
- Eleno, przecież nie zrobiłbym mu krzywdy, chciałem mu dać tylko nauczkę.
- Tylko że to człowiek… Jego dziesięć razy łatwiej zabić niż wampira. Pomyśl…. Naprawdę chciałeś żebym po prostu straciła kolejną bliską osobę…
- To nie tak. Mam wyczucie. – Podszedł do mnie i złapał mnie bardzo delikatnie za ramiona. – Kochanie jesteś dla mnie najważniejsza. Powinnaś wiedzieć, że nie pozwolę abyś cierpiała. – Trzymał mnie naprawdę delikatnie, przez sweter praktycznie nie czułam jego dłoni. Bez problemu się od niego odsunęłam i popatrzyłam prosto w błękitne oczy.
- Damon ja nie wiem co ty chciałeś, a czego nie chciałeś. Wiem co byłeś w stanie zrobić. Przecież to moja jedyna rodzina. Ja potrzebuję odpoczynku od ciebie i od Stefana. A teraz bardzo cię proszę ale przepuść mnie do samochodu. Musze porozmawiać z twoim bratem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz